
|
|
 |
| | Butem smarkacza | | | Z niejakim smutkiem zauważam, że coraz bardziej oddalam się od grupy osób nazywanych "dobrze się zapowiadającymi" i może także i to wpływa na moją irytację, gdy mam do czynienia z niektórymi członkami tejże nieformalnej wspólnoty. Cechą młodości jest zarozumiałość i przekonanie, że może zmienić świat. I dzięki Bogu, że tak jest! Jednakowoż, nie powinno się tolerować chamstwa. |

 | |
Z radością donoszę, że projekt Proteus został po raz pierwszy i od razu z sukcesem zaprezentowany na arenie międzynarodowej. Na miejsce prezentacji wybrano Międzynarodowe Targi Ochrony Przeciwpożarowej, Ratownictwa, Bezpieczeństwa i Zabezpieczeń Interschutz 2010, odbywające się Lipsku w dniach 7-12 czerwca 2010 r. |
|  |

 Kiedy rozmawiam z młodzianem, który zwraca się do mnie, jak do totalnego ignoranta lub staruszki nie mającej pojęcia o cudach współczesnego świata, mam ochotę zgrzytać zębami. Przypuszczam, że potrzebuję jeszcze czasu, by nabrać dystansu i zwyczajne popatrzeć na niego z pobłażliwym uśmiechem.
Nie lubię "pistoletów" w stylu parkingowych sprzedawców, instruktorów piramidalnej sprzedaży czy prowadzących różnego rodzaju turnieje, którzy z impetem godnym rakiety chcą poruszać całą salę i do wszystkich bez względu na wiek, płeć i status mówią po imieniu.
Dużo gorzej jednak znoszę "pampersa". Gołowąs, który dostał stanowisko, pieniądze i swoją ważność podkreśla pomiataniem ludźmi lub w najlepszym razie zwracaniem się do nich bez należytego szacunku wzbudza we mnie niemal agresję. Kiedy takiemu wykaże się brak doświadczenie, ignorancję czy zwyczajną bezmyślność, próbuje się mścić na różne sposoby.
A już szczytem wszystkiego jest połączenie "pampersa" z "pistoletem". Arogant, który swoją wielkość buduje na robieniu burzy wokół siebie.
Do tego trzeba dodać, że tym wszystkim dzieciakom nie bardzo chce się pracować. Oczekują szybkiego i nie wymagającego wysiłku sukcesu. Z niezwykłą wręcz wirtuozerią stosują "spychologię", którą zgodnie z nowymi trendami nazywają delegowaniem obowiązków.
W wielu wypadkach brakuje im zwyczajnie wychowania, częściej jednak, mam wrażenie, za szybko ich wywindowano na wysokie stanowisko i zabrakło okresu terminowania, podczas którego młodzi, że posłużę się kolokwializmem - dostaliby w tyłek, co pozwoliłoby im docenić pracę i ludzi.
Obawiam się, że sami szykujemy sobie i innym ciężki los wychowując pokolenie nierobów, którym wszystko jest dane. Tak robią bezrobotni, którym nie chce się pracować i liczą tylko na pomoc państwa i tak robią ci, którzy nie mogą narzekać na brak pieniędzy i od swoich dzieci niczego nie wymagają, a dają wszystko.
Do utrwalenia złych nawyków przyczyniają się także pracodawcy, szefowie, którzy nie tępią w młodych arogancji i braku szacunku do ludzi niezależnie od stanowiska.
Nie nawołuję absolutnie do tępienia młodych, a jedynie chcę powiedzieć, że kwiatki, by pięknie się przyjęły potrzebują przed wsadzeniem do ziemi bardzo mocnego poruszenia systemu korzeniowego. Dzieciaki w szkole, wbrew pozorom, wolą nauczyciela surowego od "luzaka".
A zatem dbajmy o nasze młode kwiatki, ale pamiętajmy, że prawdziwy charakter wykuwa się w ogniu. Dzieciaki wyrosną na porządnych ludzi, którzy nie załamią się natrafiwszy na prawdziwe kłopoty tylko wtedy, gdy dostaną wcześniej szczepionkę w postaci odpowiedniej szkoły, czasami nawet bolesnej. |

Komentarz: |  Brawo!
Bardzo przypadł mi do serca Pani tekst i w pełni go popieram. Moda na takich ludzi przyszła do nas niestety z zachodu, podobnie jak pasożyt bąblowiec u leśnych zwierząt, skutkiem którego na poziomki w mazurskich lasach można bez ryzyka tylko patrzeć.
A zaczęło się od wszechobecnego mówienia każdemu na "ty". Panienka z telemarketingu dzwoni do mnie do domu i zaczyna "panie Witoldzie.." Defekt polega na tym, że nie miałem okazji poznania tej panienki wcześniej i nie umawialiśmy się na zażyłość kontaktów.
Gdy po zlikwidowaniu NRD wjechało się kolejką miejską do dawnego Berlina wschodniego najsilniejsze negatywne wrażenie robiły wszechobecne gryzmoły: szpetne, głupie, bez sensu – ale za to na wszystkim, od ziemi do któregoś piętra domów mieszkalnych. Jak to teraz w modnie należy powiedzieć „syf totalny”. To liberalizm w traktowania wandali, tak nieodłączny od pseudodemokracji, jaka nam została narzucona, w ten oto prymitywny i prostacki sposób wyrażał swój stosunek do wolności. A ja dziękuję i mam to tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.
Nie życzę sobie oglądania zabazgranych i pociętych szyb tramwajów, nie życzę sobie słuchania łomotu stuningowanych samochodów z mocą zainstalowanych głośników rzędu kilkuset wat. Rozmowa przez telefon komórkowy przeszkadza wg prawa w prowadzeniu samochodu, ale taki łomot już nie???
A dziennikarze jak nazywają wandali, którzy są w stanie zafajdać nawet mury zabytków? – "to przecież artyści ulicy" - grafficiarze. A dla mnie to zwykli wandale, którzy na własny koszt powinni przywrócić zniszczone elewacje domów, szyby i kabiny tramwajów, metra itd. A jak ich nie stać – odpracować to na rzecz miasta.
Relatywizm nazewnictwa poprzedza tylko relatywizm postaw. Tuż za nim niewychowane dzieciaki piją, ćpią, klną co słowo, palą papierosy i wyrastają na nową degenerację chamskich, bezwzględnych polityków. Czy tego rzeczywiście chcemy?
dr inż. Witold Jaszczuk
Politechnika Warszawska | | Witold Jaszczuk      14:19, 19.03.2007 |  "W wielu wypadkach brakuje im zwyczajnie wychowania, częściej jednak, mam wrażenie, za szybko ich wywindowano na wysokie stanowisko i zabrakło okresu terminowania, podczas którego młodzi, że posłużę się kolokwializmem - dostaliby w tyłek, co pozwoliłoby im docenić pracę i ludzi."
"Nie nawołuję absolutnie do tępienia młodych, a jedynie chcę powiedzieć, że kwiatki, by pięknie się przyjęły potrzebują przed wsadzeniem do ziemi bardzo mocnego poruszenia systemu korzeniowego. Dzieciaki w szkole, wbrew pozorom, wolą nauczyciela surowego od luzaka."
"A zatem dbajmy o nasze młode kwiatki, ale pamiętajmy, że prawdziwy charakter wykuwa się w ogniu. Dzieciaki wyrosną na porządnych ludzi, którzy nie załamią się natrafiwszy na prawdziwe kłopoty tylko wtedy, gdy dostaną wcześniej szczepionkę w postaci odpowiedniej szkoły, czasami nawet bolesnej."
Jawne kpiny i herezje... Na jakiej pozycji stawia się w takim razie autor?
Kwiatków nie "szkoli" się, żeby były piękne, dba się o nie i pielęgnuje. | | bezpiecznie ukryte      13:39, 06.06.2010 |  A co jest jawną kpiną? A dbanie o kwiatki wiąże się z wszak z np. przycinaniem dzikich czy przemarzniętych pędów, obrywaniem suchych i nie tylko liści, podwiązywaniem, odginaniem, pryskaniem, nawożeniem...z ciężką i żmudną pracą i czasami "bolesną" dla kwiatka. Mówię tu o ogrodnictwie ale proszę zobaczyć w tym także analogię. A autor - znaczy ja - stawiam się tu w pozycji człowieka, który zajmuje się tak kwiatkami ogrodowymi, jak i tymi drugimi ;-)
Pozdrawiam serdecznie | | Anna Nozdryn-Płotnicka      6:07, 07.06.2010 |

Skomentuj:  Treść | |

|
|
 |
|
|