Katalog Oferty Praca Poradnik Forum Artykuły Galeria Twoje dane
4 września 2010  imieniny: Wczoraj odwiedziło nas 1318 internautów   >>więcej
Światowe życie  
Wtorek 13.03.2007

 
Butem smarkacza
 Z niejakim smutkiem zauważam, że coraz bardziej oddalam się od grupy osób nazywanych "dobrze się zapowiadającymi" i może także i to wpływa na moją irytację, gdy mam do czynienia z niektórymi członkami tejże nieformalnej wspólnoty. Cechą młodości jest zarozumiałość i przekonanie, że może zmienić świat. I dzięki Bogu, że tak jest! Jednakowoż, nie powinno się tolerować chamstwa.


Z radością donoszę, że projekt Proteus został po raz pierwszy i od razu z sukcesem zaprezentowany na arenie międzynarodowej. Na miejsce prezentacji wybrano Międzynarodowe Targi Ochrony Przeciwpożarowej, Ratownictwa, Bezpieczeństwa i Zabezpieczeń Interschutz 2010, odbywające się Lipsku w dniach 7-12 czerwca 2010 r.



Kiedy rozmawiam z młodzianem, który zwraca się do mnie, jak do totalnego ignoranta lub staruszki nie mającej pojęcia o cudach współczesnego świata, mam ochotę zgrzytać zębami. Przypuszczam, że potrzebuję jeszcze czasu, by nabrać dystansu i zwyczajne popatrzeć na niego z pobłażliwym uśmiechem.

Nie lubię "pistoletów" w stylu parkingowych sprzedawców, instruktorów piramidalnej sprzedaży czy prowadzących różnego rodzaju turnieje, którzy z impetem godnym rakiety chcą poruszać całą salę i do wszystkich bez względu na wiek, płeć i status mówią po imieniu.

Dużo gorzej jednak znoszę "pampersa". Gołowąs, który dostał stanowisko, pieniądze i swoją ważność podkreśla pomiataniem ludźmi lub w najlepszym razie zwracaniem się do nich bez należytego szacunku wzbudza we mnie niemal agresję. Kiedy takiemu wykaże się brak doświadczenie, ignorancję czy zwyczajną bezmyślność, próbuje się mścić na różne sposoby.

A już szczytem wszystkiego jest połączenie "pampersa" z "pistoletem". Arogant, który swoją wielkość buduje na robieniu burzy wokół siebie.

Do tego trzeba dodać, że tym wszystkim dzieciakom nie bardzo chce się pracować. Oczekują szybkiego i nie wymagającego wysiłku sukcesu. Z niezwykłą wręcz wirtuozerią stosują "spychologię", którą zgodnie z nowymi trendami nazywają delegowaniem obowiązków.

W wielu wypadkach brakuje im zwyczajnie wychowania, częściej jednak, mam wrażenie, za szybko ich wywindowano na wysokie stanowisko i zabrakło okresu terminowania, podczas którego młodzi, że posłużę się kolokwializmem - dostaliby w tyłek, co pozwoliłoby im docenić pracę i ludzi.

Obawiam się, że sami szykujemy sobie i innym ciężki los wychowując pokolenie nierobów, którym wszystko jest dane. Tak robią bezrobotni, którym nie chce się pracować i liczą tylko na pomoc państwa i tak robią ci, którzy nie mogą narzekać na brak pieniędzy i od swoich dzieci niczego nie wymagają, a dają wszystko.

Do utrwalenia złych nawyków przyczyniają się także pracodawcy, szefowie, którzy nie tępią w młodych arogancji i braku szacunku do ludzi niezależnie od stanowiska.

Nie nawołuję absolutnie do tępienia młodych, a jedynie chcę powiedzieć, że kwiatki, by pięknie się przyjęły potrzebują przed wsadzeniem do ziemi bardzo mocnego poruszenia systemu korzeniowego. Dzieciaki w szkole, wbrew pozorom, wolą nauczyciela surowego od "luzaka".

A zatem dbajmy o nasze młode kwiatki, ale pamiętajmy, że prawdziwy charakter wykuwa się w ogniu. Dzieciaki wyrosną na porządnych ludzi, którzy nie załamią się natrafiwszy na prawdziwe kłopoty tylko wtedy, gdy dostaną wcześniej szczepionkę w postaci odpowiedniej szkoły, czasami nawet bolesnej.

ANP 7:40  Komentarz: 3
Kategoria: Plotki

Komentarz:

Brawo!
Bardzo przypadł mi do serca Pani tekst i w pełni go popieram. Moda na takich ludzi przyszła do nas niestety z zachodu, podobnie jak pasożyt bąblowiec u leśnych zwierząt, skutkiem którego na poziomki w mazurskich lasach można bez ryzyka tylko patrzeć.
A zaczęło się od wszechobecnego mówienia każdemu na "ty". Panienka z telemarketingu dzwoni do mnie do domu i zaczyna "panie Witoldzie.." Defekt polega na tym, że nie miałem okazji poznania tej panienki wcześniej i nie umawialiśmy się na zażyłość kontaktów.

Gdy po zlikwidowaniu NRD wjechało się kolejką miejską do dawnego Berlina wschodniego najsilniejsze negatywne wrażenie robiły wszechobecne gryzmoły: szpetne, głupie, bez sensu – ale za to na wszystkim, od ziemi do któregoś piętra domów mieszkalnych. Jak to teraz w modnie należy powiedzieć „syf totalny”. To liberalizm w traktowania wandali, tak nieodłączny od pseudodemokracji, jaka nam została narzucona, w ten oto prymitywny i prostacki sposób wyrażał swój stosunek do wolności. A ja dziękuję i mam to tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.
Nie życzę sobie oglądania zabazgranych i pociętych szyb tramwajów, nie życzę sobie słuchania łomotu stuningowanych samochodów z mocą zainstalowanych głośników rzędu kilkuset wat. Rozmowa przez telefon komórkowy przeszkadza wg prawa w prowadzeniu samochodu, ale taki łomot już nie???

A dziennikarze jak nazywają wandali, którzy są w stanie zafajdać nawet mury zabytków? – "to przecież artyści ulicy" - grafficiarze. A dla mnie to zwykli wandale, którzy na własny koszt powinni przywrócić zniszczone elewacje domów, szyby i kabiny tramwajów, metra itd. A jak ich nie stać – odpracować to na rzecz miasta.
Relatywizm nazewnictwa poprzedza tylko relatywizm postaw. Tuż za nim niewychowane dzieciaki piją, ćpią, klną co słowo, palą papierosy i wyrastają na nową degenerację chamskich, bezwzględnych polityków. Czy tego rzeczywiście chcemy?

dr inż. Witold Jaszczuk
Politechnika Warszawska
Witold Jaszczuk      14:19, 19.03.2007

"W wielu wypadkach brakuje im zwyczajnie wychowania, częściej jednak, mam wrażenie, za szybko ich wywindowano na wysokie stanowisko i zabrakło okresu terminowania, podczas którego młodzi, że posłużę się kolokwializmem - dostaliby w tyłek, co pozwoliłoby im docenić pracę i ludzi."

"Nie nawołuję absolutnie do tępienia młodych, a jedynie chcę powiedzieć, że kwiatki, by pięknie się przyjęły potrzebują przed wsadzeniem do ziemi bardzo mocnego poruszenia systemu korzeniowego. Dzieciaki w szkole, wbrew pozorom, wolą nauczyciela surowego od luzaka."

"A zatem dbajmy o nasze młode kwiatki, ale pamiętajmy, że prawdziwy charakter wykuwa się w ogniu. Dzieciaki wyrosną na porządnych ludzi, którzy nie załamią się natrafiwszy na prawdziwe kłopoty tylko wtedy, gdy dostaną wcześniej szczepionkę w postaci odpowiedniej szkoły, czasami nawet bolesnej."
Jawne kpiny i herezje... Na jakiej pozycji stawia się w takim razie autor?
Kwiatków nie "szkoli" się, żeby były piękne, dba się o nie i pielęgnuje.
bezpiecznie ukryte      13:39, 06.06.2010

A co jest jawną kpiną? A dbanie o kwiatki wiąże się z wszak z np. przycinaniem dzikich czy przemarzniętych pędów, obrywaniem suchych i nie tylko liści, podwiązywaniem, odginaniem, pryskaniem, nawożeniem...z ciężką i żmudną pracą i czasami "bolesną" dla kwiatka. Mówię tu o ogrodnictwie ale proszę zobaczyć w tym także analogię. A autor - znaczy ja - stawiam się tu w pozycji człowieka, który zajmuje się tak kwiatkami ogrodowymi, jak i tymi drugimi ;-)

Pozdrawiam serdecznie
Anna Nozdryn-Płotnicka      6:07, 07.06.2010

Skomentuj:

Treść
Imię i nazwisko E-mail
WWW

Czyli o tym
i o owym

Redaguje ANP
Ostatnie posty
Kategorie
Różności
Ze świata techniki
Troszkę o gospodarce
Internet
Technika w medycynie
Plotki
Przy sobocie
Zróbmy coś
Wynalazcy
Archiwum - ostatnie 12 msc
Wrzesień 2010
Sierpień 2010
Lipiec 2010
Czerwiec 2010
Maj 2010
Kwiecień 2010
Marzec 2010
Luty 2010
Styczeń 2010
Grudzień 2009
Listopad 2009
Październik 2009
Archiwum - Lata
Rok 2009
Rok 2008
Rok 2007
Rok 2006
Rok 2005
Rok 2004
Światowe życie w Twojej skrzynce e-mail:

Wpisz E-mail:





Elektronika Praktyczna
nr 08/2010, w numerze:

- „E-Field”. Pojemnościowy panel dotykowy

- Karta przekaźników z interfejsem Ethernet

- Sterownik bipolarnego silnika krokowego


- Host USB Vinculum II


- Technologie wyświetlania trójwymiarowego


- i nie tylko

Copyright © 2010 AutomatykaOnLine Reklama Kontakt
AutomatykaOnLine w katalogu Gwiazdor