
|
|
 |
 W odmętach absurdu |  Skończmy z absurdalnymi przetargami polegającymi na haśle – kto da mniej! Niby wciąż słyszy się, że jesteśmy zbyt biedni, by kupować tani i tym samym kiepski towar, a jednocześnie wszystkie publiczne przetargi jako punkt pierwszy warunków umieszczają niską cenę. Z drugiej strony trwająca powódź wykazała ogromną krótkowzroczność i typowo polskie podejście – kopać studnię, gdy się pali. |


 Jak Polska długa i szeroka widać, że nie opłaca się oszczędzanie na jakości, że na przetargach według obowiązujących zasad wszyscy tracą. No chyba że jednak nie wszyscy, bo skoro wciąż trwamy w tym absurdzie to albo komuś się to opłaca, albo odpowiedzialni za taki stan rzeczy mają poważne problemy psychiczno-somatyczne (psychiczne ograniczenia przekładają się na niemoc ruszenia palcem).
Koncern Strabag wygrała przetarg na budowę odcinka A2 z Łodzi do Warszawy. Rozpoczął budowę i teraz żąda za dokończenie autostrady 60 mln zł więcej; co stanowi 10% ceny, którą wygrali przetarg. Wprawdzie GDDKiA zapowiada, że więcej nie da, jednak nie zdziwię się, gdy budowa zostanie wstrzymana i dojdzie do negocjacji, w wyniku których wykonawcy skapną dodatkowe fundusze.
Jechali Państwo może ostatnio trasą S7 Warszawa-Radom? Trasa marzenie. Gdyby wszystkie drogi takie były, w Polsce ludzie o wiele spokojniej by jeździli. Niestety to marzenie mające 1,5 roku na odcinku Białobrzegi-Jedlińsk ma pęknięcia. Laboratorium GDDKiA zbadało 8 próbek z tej trasy i okazało się, że wykonawca zbudował drogę niezgodnie z projektem. We wszystkich pobranych próbka warstwa podbudowy jest za cienka - powinna mieć 14 cm, a miejscami ma tylko 6 cm. Warstwa wiążąca według projektu powinna mieć 8 cm, tymczasem w połowie próbek ma 6-7 cm. Ostatnia - ścieralna - warstwa powinna mieć 4 cm, a w dwóch na osiem próbek ma 3,5 cm.
Firmy składają oferty na granicy rentowności, a po wygranym przetargu "kombinują" jak wyjść na swoje. Kto na tym cierpi? Pytanie, jak sądzę, nie wymaga odpowiedzi.
Dlaczego urzędnicy nie widzą, że przetarg nie może opierać się tylko na niskiej cenie, bo to prowadzi do wynaturzeń? I w perspektywie czasowej na pewno nie ma nic wspólnego z oszczędnością!
Popatrzmy przez chwilę krytycznie na skutki obecnej powodzi. Wszyscy wiedzą, że gdyby nie zaniedbania, nie byłoby tak tragicznie. Pytanie tylko - czyje to są zaniedbania? Urzędników – na pewno ale czy i sami mieszkańcy nie są sobie winni? Gdy woda szła, z wielkim poświęceniem układali worki, robili co było w ich mocy, by obronić wsie i miasta. Czy nie można było wcześniej z taką gorliwością podejść do wzmacniania i budowy wałów, pobudować zbiorniki? Ile osób nie chciało sprzedać swoich gruntów pod budowę zbiorników retencyjnych?
Jakże często potrzebna jest tragedia, by cokolwiek udało się przeforsować tak wśród mieszkańców, jak i urzędników. Dlaczego nie staramy się zapobiegać? Dlaczego profilaktyka w każdej odmianie naszego życia jest tak nisko ceniona? Dlaczego wolimy przepłacać za likwidowanie szkód niż przeciwdziałać im?
Rząd ochoczo obiecuje finansowe wsparcie potrzebującym poszkodowanym, którzy nie mieli ubezpieczenia. W imię solidarności społecznej. A gdzie jest sprawiedliwość społeczna? Nie twierdzę, że nie mamy pomagać, zwłaszcza w obliczu klęski żywiołowej i wielkiej tragedii, jednak czy ubezpieczenia na terenach powodziowych nie powinny być obowiązkowe? Tak głośno – choćby za sprawą brutalne acz prawdziwej wypowiedzi Włodzimierza Cimoszewicza – było o tym w 1997 roku. Państwo nie powinno spełniać roli instytucji charytatywnej, bo to prowadzi do demoralizacji i zwyczajnych nadużyć.
Kiedy zaczniemy pociągać do odpowiedzialności za grzechy zaniedbania? Kto wydał zgodę na budowę budynków na terenach zalewowych? Czy ktoś kto wybudował dom mimo ostrzeżeń, że teren pod jego domem jest często zalewany nie jest teraz sam sobie winien? Czy jego bezmyślność nie bije w nas wszystkich?
Krew we mnie wrze, gdy słyszę, że "oni" nie zrobili nic i nie mogę powstrzymać cisnącego mi się na usta pytania – a co ty zrobiłeś? Poczucie wspólnoty i odpowiedzialności za wspólne dobro u nas nie istnieje, za to krytykanctwo rozbudowane jest do granic wytrzymałości.
Postawa "zrywowa" – czyli od zrywu do zrywu – jest bardzo droga i zwyczajnie głupia. Zacznijmy wreszcie stawiać na jakość pod każdym względem. Przestańmy wybierać urzędników, którzy mamią doraźnymi korzyściami – wybierajmy fachowców, którzy zmuszą nas do wspólnej pracy. Starajmy się widzieć coś więcej niż czubek własnego nosa, bo tylko taka postawa zapewni nam bezpieczeństwo na dłużej. Płaćmy fachowcom dobrze ale także dokładnie ich kontrolujmy i bezlitośnie rozliczajmy z efektów.
Bylejakość, zaniedbania, lenistwo – wszystko się mści, a sumienność i odpowiedzialność wciąż u nas nie są doceniane. Za „większego” patriotę uważa się tego, kto więcej godzin stał w kolejce do Pałacu Prezydenckiego niż tego, który w czasie narodowej żałoby wykonywał swoje obowiązki.
Dać się uwieść pięknym słówkom i gestom przychodzi bez trudu, za to mądrości i dojrzałości wymaga docenienie tego, który potrafi myśleć i działać perspektywicznie. |

Skomentuj:  Treść | |

|
|
 |
|
|