
|
|
 |
| | Świat z innej perspektywy | | | Chodzą po ludziach różne wypadki i nieszczęścia. Jednak można je przekuć w sukces, można z nich wyjść silniejszym, mądrzejszym, można dostrzec to, czego wcześniej się nie widziało i wzbogacić się o nowe doświadczenia. Dzięki pokonanym przez jednostki nieszczęściom ludzkość robi ogromne kroki. Trafił i na mnie mały wypadek i chcę się z Państwem podzielić moimi obserwacjami. |


 Na początku roku paskudnie złamałam nogę i od tego czasu poruszam się głównie na wózku inwalidzkim, czasami na kulach. I dopiero teraz zrozumiałam, o czym myślą niepełnosprawni, mówiąc "bariery architektoniczne". Dopiero teraz wiem, jakim koszmarem jest poruszanie się po mieście. Zresztą po wsi także. Niezwykłym doświadczeniem jest także obserwowanie ludzkich reakcji.
Zacznę od tego ostatniego. Kiedy jeszcze normalnie mogłam chodzić, a robiłam to przeważnie bardzo dynamicznie, nie zdarzyło się chyba ani razu, by jakiś mężczyzna nie przytrzymał mi drzwi, nie przepuścił w nich. Za to teraz, gdy w drzwiach mijam się z mężczyznami, często niemal zamykają mi je przed nosem. Otwarcie drzwi, gdy obie ręce są zajęte kulami, a stać można tylko na jednej nodze, jest nie lada wyczynem, a otwarcie drzwi zaopatrzonych w samozamykacz w tych samych okolicznościach często przekracza moje możliwości.
Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nagle nie mogę liczyć na męską usłużność – czy dlatego, że mężczyźni nie tolerują słabości, czy może nie dostrzegają już we mnie kobiety, czy jakimś dziwnym zrządzeniem losu trafiałam ostatnimi czasy na niekulturalne osobniki?
Żeby nie być niesprawiedliwa, powiem, że także i od kobiet nie doświadczam, będąc na kulach, specjalnej usłużności. Wgramoliłam się pewnego dnia na stację benzynową i postanowiłam kupić czasopismo, które było wyłożone na stojaczku znajdującym się kilka metrów od kasy. Niestety, miało ono bardzo śliską okładkę i cały czas wypadało mi spod pachy. Kątem oka obserwowałam panienkę, która i mnie z zainteresowaniem obserwowała. Była bardzo zaskoczona, kiedy wreszcie stanęłam przed nią z gazetą.....w zębach. Innym razem robiłam zakupy. Ekspedientka znosiła zamawiane przeze mnie towary i kładła na ladzie. Kiedy odebrała już ode mnie pieniądze, patrzyła, jak męczę się, by wszystko zapakować i jednocześnie nie upaść.
Oczywiście, we wszystkich wypadkach mogłam prosić o pomoc i nie sądzę, by mi jej odmówiono, jednak to przecież nie o to chodzi. Usłużność, grzeczność nie może wynikać z tego, że zostaniemy do nich w pewien sposób zmuszeni. Każdy powinien wykazywać się empatią, wczuwaniem w sytuację innych. Ktoś powie, że dopóki samemu nie doświadczy się pewnych rzeczy, nie można się wczuć. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, jednak z małym zastrzeżeniem. Kiedy byłam w ciąży i chciałam zrobić zakupy bez kolejki, to osobami, które się burzyły, były przeważnie kobiety 50-60 letnie, które z wielkim prawdopodobieństwem same kiedyś doświadczały trudów ciąży i doskonale wiedzą, jak ciężko jest stać w tej sytuacji.
Muszę powiedzieć, że widok osoby na wózku wzbudza zdecydowanie inne zachowania. Kiedy "stałam" w kolejce do kasy, pewien pan za wszelką cenę chciał mnie przepuścić. Zakładam, że gdybym była na kulach, mogłoby być inaczej, chociaż siedzenie na wózku specjalnie uciążliwe nie jest, a stanie na jednej nodze i podpieranie się kulami wręcz przeciwnie.
Wózek inwalidzki wzbudza strach bardzo widoczny w oczach mijanych, a kule tak groźnie nie wyglądają, nie kojarzą się tak źle.
Faktem jest, że na kulach łatwiej niż na wózku pokonać większość przeszkód, a przeszkód ci u nas dostatek.
O drogach i chodnikach nie ma co pisać – tu można tylko siąść i płakać. Co z tego, że ktoś zrobi podjazd do urzędu czy kościoła, jak jeszcze są wysokie krawężnik i progi. Proszę spróbować otworzyć ogromne drzwi, gdy z trudem sięga się do klamki i trzeba się jakoś zaprzeć, by je pociągnąć.
Odwiedziłam ostatnio dwa najnowsze muzea w Warszawie – Powstania Warszawskiego i Chopina. Teoretycznie przystosowane do przyjmowania osób niepełnosprawnych. Proszę mi wierzyć, że teoria i praktyka nie pokrywają się ze sobą.
Gdyby nie fakt, że mogę przejść o kulach, nie udałoby mi się dostać do tego drugiego, bo zachciało mi się tam dojechać od strony Uniwersytetu Muzycznego, gdzie najpierw jest sam piach (zabrakło środków na wykonanie terenu wokół), a potem....koszmarna ilość schodów, bez możliwości zjechania po nich. Wychodziliśmy już od strony ul. Tamka, gdzie zostaliśmy skierowani, by było mi łatwiej. W tym celu jeden strażnik wzywał drugiego, by mnie opuścić z rampy na podnośniku, który bywa przy schodach. Znalazłam się na poziomie zero i podjechałam do drzwi z wystającą z podłogi na ok 20 cm ościeżnicą (pomijam kwestię, że wychodzą niemal wprost na dość ruchliwą drogę, a chodnik w tym miejsc jest bardzo wąski). Znów proszę mi wierzyć – nie tylko czas jest wartością względną – w niektórych okolicznościach 20 cm to wysokość gigantyczna.
Na marginesie tylko dodam, że w Muzeum Chopina nie udało mi się wysłuchać ani jednego utworu, do którego dostęp był za sprawą chipowego biletu.....bo system im się zawiesza. Wredne bachory przychodzą, przykładają te bilety i system nie wytrzymał.
W Muzeum Powstania Warszawskiego niby jest lepiej, ale żeby dostać się na pierwsze piętro, muszę poprosić kogoś z obsługi, bo winda normalnie się tam nie zatrzymuje, a nie zawsze kogoś można znaleźć (gdy w grudniu byłam jeszcze na nogach i z wózkiem dziecięcym, musiałam go znosić po schodach). Dodatkowo, niektóre eksponaty są ustawione tak, że nie można do nich dojechać.
Stosunkowo najlepiej wypadają centra handlowe, choć na zakupach spożywczych od kilku miesięcy nie byłam, bo jak niby miałabym sięgnąć na najwyższą półkę albo pchać wózek z zakupami?
Powiem krótko – bycie inwalidą jest trudne do kwadratu. Ja już niedługo stanę na nogi i wzrokiem będę zabijać mężczyznę, który ośmieli się nie przytrzymać mi drzwi, ale wiele osób nadal będzie musiało wbijać wzrok w podłogę i uważać na każdy krok. Bardzo proszę Państwa, gdy zobaczycie kogoś na kulach, ułatwcie mu chociaż odrobinę ciężką dolę. Często powtarzam, że Polaków jest za dużo i dlatego się wzajemnie nie szanują. Jednak to przecież tylko od nas zależy czy będziemy chcieli być mili i uczynni. A przecież miły gest, dobry uczynek tyle przynoszą satysfakcji. Sprawiają, że sami czujemy się lepsi. A zatem dla lepszego samopoczucia bądźmy mili dla innych, zwłaszcza dla tych, którzy gdzieś obok nas kuśtykają.
Anna Nozdryn-Płotnicka anna.plotnicka@automatykaonline.pl
|

Komentarz: |  Nie tylko od nas.Dom nie poparty szkołą,zakłamani politycy(chorągiewki na klęczkach)pazerny i pyszny kościół),pieniądz wartością nadrzędną.Nie ma czasu na pochylenie się nad niedolą innych.Ja , ostatecznie rodzina i to najbliższa , to i tylko to,reszta -wróg.Zawiść,zazdrość,władza,majątek-nowe bóstwa.Rodzice w pogoni za pracą,pieniędzmi,mało czasu na wychowanie,brak przedszkoli,żłobków i to min.dlatego tak jest jak jest | | Zygmunt      13:29, 15.06.2010 |

Skomentuj:  Treść | |

|
|
 |
|
|